Słysząc głos, który potrafi ukoić

Wnętrze człowieka dotknięte jest pierwotnym niepokojem . Nie jesteśmy spokojnymi stworzeniami, które czasami doświadczają niepokoju. Jesteśmy raczej tymi, którzy ciągle są niespokojni, a tylko okazjonalnie doświadczając pokoju. Myślę, że rację miał Karl Rahner, gdy twierdził, iż nie posiadamy dusz, które stają się niespokojne, ale są one samotnymi cysternami pragnącymi nieskończoności, głębokimi studniami niepokoju, który powoduje pragnienie jedności z całym światem i tym, co jest ponad nim.
Z tego powodu trudno nam być skoncentrowanymi podczas dnia i niełatwo nam spać spokojnie w nocy. Przechodzimy przez życie czując, że czegoś nam brakuje, myśląc złudnie, iż życie innych jest bardziej ekscytujące i pełne. Nasze osiągnięcia rzadko nas satysfakcjonują, gdyż jesteśmy ciągle przekonani, że moglibyśmy osiągnąć coś więcej, że coś przegapiliśmy. Nieustannie wydaje nam się, że nie dorastamy do zadań, że ciągle zawodzimy tych, którzy na nas liczą. Ciągle jesteśmy nie w pełni usatysfakcjonowani. Henri Nouwen twierdził, iż wydaje się, że w tym życiu nie ma czegoś takiego jak czysta radość, są jedynie momenty radości z cieniami lęku, zazdrości i niepokoju. Wewnątrz nas, bez względu na nasz wiek, jest ciągle jakiś smutek, z którym nie wiemy co zrobić. Miał rację Thoreau twierdząc, że prowadzimy życie cichej desperacji. Co możemy z tym zrobić?

Niech pomocną będzie pewna analogia. Ufam, że możemy nauczyć się wiele porównując nasze uczucia z tymi, które przeżywa małe dziecko, które pod nieobecność swojej matki zostaje powierzone opiekunce. Prawdopodobnie wiele opiekunek dziecięcych zrozumiało, iż przychodzi taki moment, jest to najczęściej późny wieczór, gdy dziecko staje się coraz bardziej zmęczone i niespokojne. Okazuje się wtedy, iż metody uspokajania go, które skutkowały wcześniej, stają się nieskuteczne. Dziecko staje się coraz bardziej nerwowe, płaczliwe, głośne i ostatecznie nie do uspokojenia. W tym momencie jedynym lekarstwem na niepokój dziecka jest usłyszenie głosu matki i poczucie jej dotyku. Kiedy płaczące dziecko słyszy swoje imię, wypowiedziane przez matkę, uspokaja się…

W życiu dorosłych jest podobnie. Nasze reakcje na pierwotny niepokój często przypominają sztuczki jakie stosuje się wobec dzieci, gdy próbuje się odwrócić ich uwagę poprzez błyszczącą, czy dźwięczącą zabawkę. Możemy odwrócić się od niepokoju poprzez chwilowe zajęcie się różnego rodzaju błyszczącymi zabawkami. A więc rzucamy się w przysłowiowy “wir” pracy, czy też różnego rodzaju hobby. Desperacko szukamy kontaktu z ludźmi, chorobliwie zmieniamy partnerów, miejsca w których przebywamy, rzeczy, które posiadamy. To wszystko jednak przynosi tylko chwilową ulgę. Działania te przypominają chwile, które dzieci przeżywają w zabawie z opiekunką. Jednakże przychodzi moment, gdy stajemy się tym zmęczeni i zaczyna nam brakować “głosu”, który dotknie głębi naszej duszy i przyniesie pokój.

Jedynym głosem, który może nas ukoić jest głos Boga. Od niego pochodzimy, On jest naszym źródłem. Jak dziecko, które pragnie jedynie głosu swej matki, tak każdy człowiek pragnie – czasami o tym nie wiedząc – bliskości Boga, który jest Ojcem i Matką. Ewangelia św. Jana rozpoczyna się w inny sposób aniżeli Ewangelie synoptyczne. Pierwszymi słowami Jezusa zapisanymi przez Ewangelistę są te zawarte w pytaniu skierowanym do idących za Nim uczniów: “Czego szukacie?” (por. J 1,38). Cała czwarta Ewangelia próbuje odpowiedzieć na to pytanie. W jej zakończeniu kryje się ostateczna odpowiedź, którą daje sam Jezus.
Czego ostatecznie szuka człowiek?

Wczesnym rankiem wielkanocnym Maria Magdalena spotyka Zmartwychwstałego, jednakże Go nie rozpoznaje. On podchodzi do niej i pyta – słowami z początku Ewangelii – “Kogo szukasz?”. Ona wyjaśnia, iż szuka ciała swego Pana, wtedy Jezus zwraca się do niej : “Mario”. Mówi do niej po imieniu, a ona nie tylko, że Go rozpoznaje, ale słyszy dokładnie to, co może uspokoić jej ból.

W słowach Jezusa skierowanych do Marii Magdaleny możemy odnaleźć odpowiedź na najbardziej fundamentalne pytanie: czego szukam? Ostatecznie szukam jednej rzeczy – głosu Boga, w którym brzmi moje imię . Przychodzi taki moment w życiu człowieka, gdy już nikt i nic nie jest w stanie ukoić wewnętrznego bólu i tęsknoty. Soli Deo, tylko Bóg, który z miłością wypowiada ludzkie imiona.