O niepokoju i pokoju
Homilia na niedziele 8 lipca 2007 r.
Czasami zastanawiam się na ile inny jest mój świat od tego przeżywanego przez moich przodków np. kilkadziesiąt lat temu? I wydaje mi się, że jedną z charakterystycznych cech współczesności jest bogactwo i nachalność różnorakich propozycji. Nie ma dnia, by ktoś nie zadzwonił z ofertą, nie przysłał ulotki lub bezpośrednio nie przyszedł z propozycją kupienia czegoś. Myślę, że nie tylko ja przeżywam zmęczenie z powodu natłoku informacji, propozycji i ofert. Ciągle ktoś chce coś mi powiedzieć, czymś przyciągnąć moją uwagą, coś mi sprzedać i zaproponować.Trudniej więc uwierzyć dzisiaj, że ktoś może wnieść pokój w moje życie. Coraz cześciej zaczynam wiec bronić się przed ludźmi i uciekać przed innymi. Kiedyś Andrzej Sikorowski z „Pod Budą” śpiewał, że lubi chodzić ze swoim psem na spacer, gdyż nie musi z nim wtedy rozmawiać. Istnieje dzisiaj przesyt słów i niespokojnych relacji.
Są jednak tacy ludzie w obecności których można wypocząć i nie bać się. Jezus był i jest Księciem Pokoju i jakże zależało Mu i zależy by posłać światu ludzi, którzy zaniosą Jego pokój. Wysłał więc kiedyś siedemdziesięciu dwóch, czyli wszystkich których miał, by zanieśli pokój w miejsca do których on sam pójść zamierzał. Misją Kościoła jest więc wnoszenie pokoju i dzieje się to nade wszystko poprzez pojednanie.
Jest dla mnie ogromnie ważne, aby w posłudze kapłańskiej być tym, kto jedna człowieka z Bogiem, z samym sobą i z innymi, kto niesie pokój. Jest coś w posłudze kapłańskiej, czego bym nie zamienił na nic innego : to właśnie wnoszenie pokoju w ludzkie serca. Sam wiem ile radości jest we mnie, gdy kapłan, który mnie spowiada udziela mi rozgrzeszenia, ale chyba największym doświadczeniem Bożego pokoju jest dla mnie sprawowanie Eucharystii. Zwłaszcza, gdy przystępuję do niej kompletnie zmęczony wiem, że jest ona źródłem takiego pokoju, którego nikt inny dać mi nie może. Znam ludzi, którzy codziennie czerpią z Eucharystii moc do życia w pokoju. Niewytłumaczalne jest jak to się dzieje, ale też jest faktem, że ma to miejsce.
Spotkałem też ludzi – myślę, że to Ci, których Jezus posłał – którzy stali się dla mnie apostołami pokoju, w obecności których doświadczałem głębokiego Bożego pokoju. Wspomnę tylko o jednym. Otóż rok temu gościł w Gdańsku Ojciec Massimiliano Mizzzi franciszkanin mieszkający na co dzień w Asyżu. Miałem okazję w przeciągu dwóch dni spędzić z nim kilka godzin. Ten współorganizator spotkania liderów religijnych w Asyżu w 1986 r., człowiek pokory, mądrości, dialogu i pojednania, jest dla mnie uosobieniem pokoju. Jego spojrzenie, uśmiech, sposób mówienia były pełne pokoju. Wiem też, że ten pokój był owocem jego więzi z Jezusem.