O bardzo potrzebnych świętych

Przy okazji uroczystości Wszystkich Świętych 2007
Chciałbym podzielić się kilkoma myślami w związku z pilną potrzebą jaką zauważam we współczesnym Kościele. Potrzebę tę określiłbym jako ŚWIĘTOŚĆ. Jednakże nie chodzi mi tutaj o świętość jako powszechne powołanie ludzi ochrzczonych, ale o jej konkretny wymiar i formę. Jestem przekonany, a powtarzam to za moim mistrzem Ronaldem Rolheiserem, że potrzeba dzisiaj starych-nowych świętych. Jeśli mógłbym sporządzić listę świętych dla współczesnego Kościoła,to jestem pewien, że zawierałaby ona trzy imiona. Myślę, że Kościół początku XXI wieku bardzo potrzebuje: nowego św. Augustyna, nowego św. Franciszka z Asyżu i nowego św. Tomasza Morusa.
Nade wszystko potrzebujemy nowego Augustyna. Biskup z Hippony był geniuszem, intelektualistą, artystą, wspaniałą postacią, która przed nawróceniem na chrześcijaństwo patrzyła na Kościół z podejrzliwością. Katolicyzm dla niego był czymś naiwnym, uroczym mitem,któremu brakuje intelektualnej siły, by być realną prawdą. Tak właśnie Autor „Wyznań” postrzegał chrześcijaństwo, gdy patrzył na swoja matkę – św. Monikę. Jego stosunek do wiary chrześcijan przepojony był w tamtym czasie poczuciem wyższości.Wydawało się jemu, że to, co wyznają chrześcijanie nie dorasta do jego intelektualnych i artystycznych standardów. Jednakże powoli poznając prawdę o Kościele, dzięki swej intelektualnej uczciwości Augustyn doszedł do poznania Chrystusa. Tego dnia, gdy upadł na kolana wyznał wiarę i odrzucił pychę.
Wielkim osiągnięciem Augustyna było wyrażenie objawienia chrześcijańskiego w zrozumiałych,dla jemu współczesnych,języku i sztuce. Augustyn pojednał świat intelektualny z myślą chrześcijańską. Używając współczesnych terminów napisał software dla chrześcijaństwa. Jego język religijny przetrwał prawie siedemnaście wieków. Bill Gates dał światu Windows, jednakże Augustyn wyraził chrześcijaństwo poprzez kulturę łacińską. W świecie zachodnim ów software św. Augustyna dotrwał do naszych dni.
Dzisiaj potrzebujemy nowego Augustyna. Zwłaszcza ludzie młodzi, intelektualiści, artyści, ci młodzi-dorośli myślący postmodernistycznie bardzo potrzebują nowego języka, by zrozumieć chrześcijaństwo. Istnieje pilna potrzeba nowego software dla chrześcijaństwa. Potrzebujemy nowego św. Augustyna, który przedstawi chrześcijaństwo jako intelektualną i estetyczną propozycję dla współczesnej kultury postrzegającej Kościół jako słaby intelektualnie i nieatrakcyjny estetycznie.
Potrzebujemy dzisiaj także nowego św. Franciszka z Asyżu, kogoś kto rozpali płomień romantycznej wyobraźni chrześcijańskiej. Franciszek był świętym o niezwykłej wyobraźni. Był jak wielki artysta kształtujący społeczną wyobraźnię. Franciszek dał światu nowe, atrakcyjne wyobrażenie Kościoła. Pokazał chrześcijaństwo które jest związane z prostotą życia, altruizmem mającym źródło w sercu Jezusa oraz z szacunkiem dla natury. Franciszek ukazał również, że takie przeżywanie wiary jest możliwe i pociągające. To, co powiedział, napisał i zrobił było czymś podobnym do wielkiego dzieła artystycznego, które zachwyciło ludzi i ukształtowało ich sposób myślenia i odczuwania. Po wielu latach duchowość franciszkańska nadal jest dla wielu atrakcyjna, jednakże dzisiaj nie ma już takiej mocy jaką miała kiedyś. Potrzebujemy więc nowego św. Franciszka, kobietę lub mężczyznę, osobę żyjącą w postmodernistycznym świecie, która rozpali romantyczną wyobraźnię świata, tak jak to kiedyś zrobił Biedaczyna z Asyżu. Potrzeba ta jest tym większa, gdyż współczesny świat odrzucił prostotę, altruizm i poszanowanie natury. Potrzebujemy świętego artysty, który pociągnie ludzkość ku prostemu życiu, altruistycznej miłości i harmonii z naturą.
Potrzebujemy nowego Tomasza Morusa, kogoś kto jest wysokiej klasy prawnikiem i politykiem, wielkim humanistą, zakochanym w sztuce, w pełni oddanym sprawom kultury, a jednocześnie zdolnym do pogodzenia tego wszystkiego z prostotą wiary, bezkompromisową uczciwością, ludzką atrakcyjnością, poczuciem humoru i zdolnością do męczeństwa. Potrzeba nowego Tomasza Morusa czyli świętego męża i ojca rodziny. Potrzebujemy więc świętego niecelibatariusza. Tomasz Morus był pociągany przez dwie wielkie miłości i lojalności: miłość do świata i lojalność jemu oraz miłość do Boga i lojalność względem Niego. Kochał świat w którym żył i kochał Boga w tym właśnie świecie. U kresu swego życia zrozumiał, że te dwie miłości nie są sobie równie. Nie miał wtedy wątpliwości i oddał życie wybierając Boga. Nawet jednak wtedy, gdy Bogu oddawał swoje życie kochał świat. Był świętym pełnym nieba na ziemi.
Światu potrzeba świętych zakochanych w Bogu, którzy jak zaczyn przemienią świat opierając się nie na sobie, ale na mocy Boga, który działa w nas wierzących.
A według Twojej opinii, który ze „starych” świętych byłby dzisiaj bardzo potrzebny?