Boży prowokator

Homlia na Uroczystość Św. Jana Chrzciela, 24.06.2007 r.

Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem(Łk 1, 66)

Arcybiskup Ryłko, odpowiedzialny w Watykanie za Papieską Radę ds. Świeckich, powiedział niedawno, że nowe ruchy kościelne są potrzebne, by być pewnego rodzaju prowokacją i twórczą mniejszością. Słowa te przypomniały mi postać św. Jana Chrzciciela, gdyż to on właśnie stał się prowokatorem Bożym dla sobie współczesnych. Już wtedy, gdy się począł i narodził wszyscy dziwili się i zadawali sobie pytania: kimże będzie to dziecię? kim on jest? Szokował swoją radykalnością, tym jak wyglądał, co mówił, a nawet tym co jadł. Wielu pod wpływem Bożej interwencji w życiu Jana otwierało swoje oczy na Bożą obecność i zaczynali wielbić Boga (zob. Zachariasz). W jego prowokującym zachowaniu było jednak wiele pokory. Nie szokował, by podkreślić siebie. On szokował, by obudzić w ludziach gotowość na przyjęcie Jezusa.

Bóg i dzisiaj „rodzi” proroków jak Jan Chrzciciel, by otwierali oczy innych na przechodzącego Pana. Są to pojedyncze osoby, ale i wspólnoty oraz ruchy. Styl życia Bożych prowokatorów nie pociągnie tłumów do ich bezpośredniego naśladowania. Oni zawsze będą mniejszością, również w Kościele. Ich zadaniem nie jest pociągnięcie wszystkich których prowokują, do tego, by żyli jak oni (pomyśl: co by było gdyby wszyscy poszli na pustynie za Janem Chrzcicielem, albo dzisiaj zechcieli żyć jak siostry betlejemitki w Grabowcu na Kaszubach?). Boży prowokatorzy są jednak bardzo potrzebni. Ich powołaniem jest uchronienie świata przed marazmem i obojętnością na boską rzeczywistość.